Druga strona

... czyli co kryje się za kurtyną.

 

Pracuję i piszę na BookLikes. Czytam, piszę, kawę piję.

Okoliczności i książki

 

 

O syrenach nad morzem. Okoliczności wręcz idealne. Delikatna bryza, piasek pod stopami, sól na ramionach, słońce za plecami. Ale nie poczułam nic, ani strachu przed wodą (zupełnie inaczej niż po obejrzeniu filmu Szczęki, wówczas nawet basem wydawał się niebezpieczny) ani nie usłyszałam śpiewów, nie zobaczyła hipnotyzujących morderczych oczu. I tak się zastanawiam czy okoliczności w jakich czytamy mają wpływ na to, jak daną książkę odbieramy? Czy w ogóle mają?

 

Jakiś czas temu czytałam o pomyśle (być może już zrealizowanym) żeby książki sprzedawać wraz z przedmiotami, które spotęgują odbiór lektury. I tak był pomysł płyt z muzyką, która idealnie wpasowałaby się w akcję i charakter książki, albo świeczki, przy których należałoby czytać daną pozycję, bo książka opisywała czasy dawne. Do horroru można by dodawać sztuczną krew, do kryminału kajdanki a do romansu romantyczne pachnidła.

 

Gdy jako nastolatka czytałam Kinga przy nocnej lampce, włos mi się jeżył na głowie przy każdym skrzypnięciu drzwi. Czytając na plaży nie poczułam się bardziej syreną. No tak, wiek już inny, nie mówiąc o racjonalności i moim nastawieniu do książki lekkiej, przyjemnej i wakacyjnej. Bądź co bądź, w syreny nie wierzę.


Czy zatem z tych dodatkowych wrażeń wyrasta się tak jak z wiary w Świętego Mikołaja?

 

Czytając książki często słucham muzyki, albo coś gada w tle. Ani mi to nie przeszkadza, ani pomaga. Po prostu tego nie słyszę. Pochłaniam słowa, zdania, historię, buduję ją w głowie a wokół mnie pustka. 

 

To być może ja jestem odporna na te dodatki?

Teraz czytam

Opowieść podręcznej
Margaret Atwood, Zofia Uhrynowska-Hanasz
Katarzynka
Patrick Modiano, Jean-Jacques Sempé
Zaginiona dziewczyna
Gillian Flynn